Kultura

DLACZEGO 6 LISTOPADA BĘDĘ W ŁODZI ?

Ci z Was, którzy mnie znają wiedzą, że od ponad 30 lat do szaleństwa uwielbiam muzykę zespołu Queen. Powiedzieć, że jestem ich fanką to za mało. Ja jestem kompletną wariatką jeśli chodzi o Queen.

Wielokrotnie słyszałam pytania: „dlaczego Queen?”, „od dawna ich lubisz?”, „jak to się zaczęło?”

Zawsze wtedy opowiadam historię pewnej kasety (takiej tradycyjnej, magnetofonowej, o której istnieniu nasze dzieci nawet nie wiedzą:)), którą dostałam w 1985 roku od wujka – wielkiego fana Queen …. miałam wtedy 8 lat …. Na tej kasecie nagrał mi największe przeboje zespołu. „Zajechałam” tą kasetę, słuchając jej bez przerwy 🙂  Nawet nie wiecie jak strasznie mu zazdrościłam, że był na koncercie Queen w ramach trasy A Kind of Magic, że widział Freddiego na żywo…. Ba…. Nawet byłam zła że mnie nie zabrał 😉 Nie przekonywały mnie argumenty, że jestem za mała…
W ramach rekompensaty przywoził mi z Niemiec magazyn Bravo ze zdjęciami i informacjami o zespole… Materiały, których w Polsce wtedy nie było.

W 1991r, kiedy Freddie zmarł, straciłam nadzieję, że moje marzenie, aby usłyszeć Queen na żywo kiedykolwiek się spełni.  Jego śmierć odczułam jak stratę najbliższej mi osoby.

Koncert Tribute to Freddie, który odbył się w kwietniu 1992r oglądałam z wypiekami na twarzy, siedząc przed telewizorem do późnej nocy.

Trudno z pewnością Wam sobie wyobrazić jak ogromnym szczęściem był koncert gitarzysty Queen, Briana Maya, który odbył się 30 września 1998r w warszawskim klubie Stodoła, w ramach trasy promującej Jego solowy album Another World.
Do dziś pamiętam ten koncert, te emocje. to wzruszenie które wśród nas panowało, bo dla nas wtedy Brian był jedyną szansą żeby usłyszeć piosenki Queen na żywo.
Wszyscy śpiewaliśmy je razem z Nim.
Pamiętam łzy wzruszenia – i nasze i Briana – kiedy śpiewaliśmy moje ukochane „Love of my life”, „No one but you”, czy „Too much love will kill you”.

Wiele lat później byłam w Londynie i spełniłam swoje kolejne marzenie – stanęłam pod bramą przy Logan Place. I znów popłynęły łzy.

A potem przyszła wiadomość z oficjalnego funclubu, że Brian i Roger ruszają w trasie z Paulem Rogersem. To była wiosna 2005r, czas kiedy rodziłam moją córeczkę i nie było możliwości wyrwania się na koncert. Byłam załamana, bo znów traciłam szansę aby spełnić swoje marzenie….

Na szczęście trasa była wielkim sukcesem i zespół zdecydował się ją powtórzyć.
Kiedy więc w 2008r Brian i Roger ogłosili, że znów ruszają w trasę nie było wątpliwości – musiałam tam być…. I takich wątpliwości nie ma już za każdym razem kiedy grają i będą grać w Europie. Bilety do tzw. strefy „Golden Circle” kupuje pierwszego dnia i już….

21 września 2008r – po raz pierwszy usłyszałam największe przeboje QUEEN na żywo w Berlinskim Velodromie. Tym razem emocje i wzruszenia były tak ogromne, że zaskoczyły mnie samą.  Wiecie jak to jest czekać 25 lat na spełnienie marzenia życia????

Paul Rogers nie był może moim wymarzonym frontmanem. Ale darzę Go ogromnym szacunkiem, za to, ze nie udawał ze jest Freddiem.

Na kolejny koncert przyszło nam czekać 4 lata. Ale za to był to pierwszy koncert Queen w Polsce.
7 lipca 2012r zagrali na stadionie we Wrocławiu, a frontmanem grupy został laureat amerykańskiego Idola – Adam Lambert. Stadion pękał w szwach. Atmosfera była niezwykła.

Koncert z Adamem to zupełnie co innego niż z Paulem Rogersem. To show na miarę tych z przeszłości. Przepych, teatralność a przy tym ogromna pokora Adama i respekt wobec WIELKICH.
Jest wiele osób które go krytykują. Ja do nich nie należę… Może niektórzy posądzą mnie o herezje, ale są dwa utwory, które wolę w wykonaniu Adama niż Freddiego (Save Me i Killer Queen).

Doskonale wiem, że bez Freddiego to nie to samo, ale uwierzcie – warto. Warto pójść i usłyszeć na żywo Briana śpiewającego Love of my life, czy Rogera śpiewającego Kind of magic i These are the days….

Freddie pojawia się kilkukrotnie na ekranie wywołując taką euforię i takie emocje które trudno opisać. Ciarki na plecach i łzy w oczach za każdym razem… Bezcenne 😉

Po Wrocławiu wydarzyło się totalne szaleństwo i kolejne spełnione marzenia. Jesienią 2014r. zespół ogłosił nowa trasę Queen + Adma Lambert in Europe, a ja kupiłam bilety na aż 3 koncerty i spełniłam swoje kolejne marzenia. Pierwszym z nich był Londyn 17 stycznia 2015rr – to jedno z marzeń, aby zobaczyć Queen u nich „w domu”, w Londynie”. Później Berlin (4 lutego) i Kraków 21 lutego – gdzie staliśmy pod samą sceną mając ich wszystkich dosłownie na wyciągnięcie ręki.

Ostatni koncert na którym byłam odbył się 19 czerwca 2016r. w ramach Life Music Festival w Oświęcimiu. Koncert o tyle niezwykły, że od pierwszych dźwięków cały w strugach deszczu. Nikomu to jednak zupełnie nie przeszkadzało. Zabawa była fantastyczna.  A my – mokrzy dokładnie do suchej nitki – śpiewaliśmy i skakaliśmy jak w transie.

Każdy z sześciu koncertów na których byłam był inny, każdy niezwykły. Każdy charakteryzuje jednak ta sama energia, pasja i niezwykłe emocje.

Miłością do Queen zaraziłam mojego męża, który od tego czasu pierwszego show w Berlinie dzielnie towarzyszy  mi na wszystkich koncertach. I z pełną wyrozumiałością spędza kilka godzin w oczekiwaniu na otwarcie bram, „żeby tylko mieć dobre miejsce” 🙂

Kiedy pojawia się informacja o nowym koncercie / nowej trasie – u mnie decyzja o zakupie biletów pod sceną powstaje w ciągu chwili. Nikt z moich bliskich ani znajomych nawet się temu nie dziwi.
Mam blisko 40 lat, ale wciąż mam w sobie pasję i szaleństwo…

I wciąż wierzę, że kiedyś przyjdzie ten dzień, kiedy spełni się moje największe marzenie i będe mogła uścisnąć dłonie Brianowi, Rogerowi, pokłonić się IM i podziękować za lata wzruszeń i emocji.
Z przyjemnością podziękuję też Adamowi, za to, że nie narusza legendy, i pięknie się w nią wpisuje.

Bo Freddie był niezwykłym facetem, kochał życie i żył na maksa. Był pełen sprzeczności – lekko wstydliwy, z kompleksami …. a jednocześnie „zwierzę sceniczne”.
Potrafił porwać tysiące na stadionach jak mało kto ….. Przez wiele lat niedoceniany
Nikt nigdy nie będzie w stanie GO zastąpić.

Ale Show must go on…

Dziś, 18 kwietnia 2017r zespół Queen ogłosił, że po raz kolejny ruszają w rasę po Europie, w ramach której 6 listopada 2017r zagrają w Atlas Arenie w Łodzi…

I to będzie piękny dzień 🙂

Sprzedaż biletów na ten koncert rozpocznie się w środę, 26 kwietnia, o godzinie 10:00 poprzez strony internetowe: Prestige MJM,  Bilet.pl oraz w sieci salonów Empik na terenie całego kraju. Członkowie fanklubów zespołu Queen i Adama Lamberta będą mieli możliwość skorzystania z przedsprzedaży, która ruszy w poniedziałek, 24 kwietnia, o godzinie 10:00 poprzez stronę internetową: http://www.prestigemjm.com. Przedsprzedaż potrwa do wtorku, 25 kwietnia, do godziny do 20:00.

 

  • Kasia Mousa

    Ale fajny post! Przypomina moje szaleństwo i miłość do Bee Gees od 6 roku życia, która zaraziła mnie mama, zarwane łóżko z powodu tańca na nim do Night Fever, koncerty, wygrany konkurs w Trójce, spotkanie z nimi w Buenos Aires, potem koncerty solowe Robina i Barry’ego, smierć Robina i wizyta na jego grobie z mama. W końcu kontynuacja ich dzieła przez ich niektóre dzieci. Nie wiem, jakie byłoby moje życie bez tego wszystkiego, ale dzięki nim zrozumiałam, ze mogę o wiele więcej, niż mi się wydaje i świat jest tak naprawdę na wyciągnięcie ręki! <3

    • Monika

      Dziękuję Ci Kasiu za ten komentarz. To miód na moje serce 🙂 Napisałam ten artykuł pod wpływem chwili. Jest pełen emocji, bo te emocje są wciąż we mnie. Wiem, że nie wszyscy to rozumieją 🙂

  • Piotr Cibor

    Obiecałem odpowiedzieć trochę dłużej na tego posta. Chwilę mi zabrało, ale w końcu się udało.
    Jak w dobrym scenariuszu będą trzy części- ale nie będzie to POCZĄTEK, ROZWINIĘCIE i widowiskowe ZAKOŃCZENIE.

    Część pierwsza SZACUNEK i ZAZDROŚĆ.
    Kominek w jednej ze swoich książek napisał, że ponad 90% (albo 99%) blogów kończy swój żywot po pierwszym wpisie. Ile ma Twój blog? Na stówę więcej, więc – Monika – SZACUNEK. Że Ci się chce, że czasem będę mógł przeczytać coś normalnego, bez zadęcia – tak po prostu…
    Mój projekt (wielokrotnie nagradzany, z którego czerpię krociowe zyski, dzięki któremu jestem sławny, przebogaty i w ogóle) jest póki co w głowie. I tego Ci BARDZO zazdroszczę, że zrobiłaś. Może tak po polsku, z zazdrości, z chorobliwej ambicji się zawezmę i stwierdzę „Ha! Ja też mogę!!!” … Jasne, że to nie moje uczucia – a jak zrobię…wróć – kiedy to zrobię – to z innych powodów 😉

    Część druga: FANI i NARKOTYKI
    Absolutnie rozumiem chęć bycia pod sceną, gdy gra ULUBIONY zespół. Sam tak mam – jest jeden zespół, na którym mogę skakać, szaleć, zdzierać gardło (raz zgubiłem też buta…). Tacy FANI są dla każdego zespoły strawą, karmą i jak dobry NARKOTYK.
    Kiedyś jeden ich koncert przegapiłem – to był pierwszy koncert w Polsce, 96 rok. Kiepski dla mnie czas, nie mogłem się pozbierać po śmierci taty. Koncert był pierwszego listopada – miałem wybór: albo pójść na cmentarz albo na koncert. I do dziś żałuje, że poszedłem na cmentarz…
    Zawsze kibicuję tym najbardziej zagorzały m fanom, którzy lecą pod scenę, aby być najbliżej swoich ulubionych artystów. W zeszłym roku na Kraków Live Festiwal patrzyłam, jak lecieli w strugach deszczu pod scenę, aby być jak najbliżej MUSE. I stali i mokli. Słychać jest wszędzie, czasem dalej słychać nawet lepiej. Ale nie o to przecież chodzi. Chodzi o to, co to daje tym gościom na scenie. Dla nich to jest hołd i bywa jak NARKOTYK. Jak ktoś tego posmakuje, widzi że ludzie stoją pod sceną, śpiewają jego kawałki i jeszcze później krzyczą „BIS! Zagraj taki i taki numer” – powie to każda osoba, która kiedykolwiek stała na scenie to działa jak najlepszy narkotyk – strzał endorfin jest nieporównywalny z niczym innym.
    Osobiście stałem na scenie już dwa razy, zapowiadają się kolejne (ta złota płyta, Fryderyki, Grammy, Rock’nroll Hall of Fame po prostu na mnie czekają – jeszcze chwilę mi to zajmie, ale w odróżnieniu od bloga to już się dzieje…). I to jest odlot!

    Część trzecia: SZCZEROŚĆ i ROCK’N’ROLL
    To będzie może trochę przydługi wywód nt. szczerości. Generalnie jestem otwarty na nowości, różne – staram się . Ale są rzeczy, w których byłem, jestem i obym pozostał ortodoksem.
    I to jest kwestia szczerości w muzyce. To co mnie najbardziej rusza, to emocje i prawda, którą ktoś wyciąga na scenę i dzieli się tym z publicznością. Są takie symbole, takie legendy, które były i odcisnęły swój ślad na kulturze, stały się (piosenki, ludzie czy zespoły) pewnego rodzaju archetypami.
    Zanim zacznę wyliczankę, która sporo rozjaśni, to jeszcze kwestia druga, niemniej ważna tzn. pojęcie zespołu –członka zespołu/wokalisty/frontmana. Zespół gra wtedy na scenie, gdy chcą go słuchać 😉 (głęboka myśl…) – chcą go słuchać wtedy (przeważnie) gdy gra w miarę równo (co nie zawsze jest proste) i ma coś OD SIEBIE do przekazania (osobną historią są zespoły coverowe i takie, których członkowie się nienawidzą, ale ze sobą grają…). I jeszcze powinna być pomiędzy tymi ludźmi na scenie CHEMIA. Taka dobra, dająca się zauważyć i poczuć WIĘŹ.
    Każdego członka zespołu można wymienić. No prawie… najtrudniej jest wymienić wokalistę. Bo wiecie – słychać co śpiewa. W przypadku gitarzysty, perkusisty i tego z tą dziwną gitarą z czterema strunami jest prościej. No chyba, że śpiewają… albo są FRONTMANAMI. Tu sytuacja się komplikuje… jak sama nazwa mówi FRONTMAN stoi na czele zespołu. Kim był Freddie w Queen jest pytaniem retorycznym…

    Tę dyskusję miałem z Moniką chyba już dwukrotnie, tzn. Moim zdaniem używanie nazwy QUEEN jest mocnym nietaktem. Dlaczego? Ze względu na Freddiego.
    Czy ktoś zastanawiał się kiedyś, dlaczego NIRVANA po śmierci Kurta nie zaczęła grać ponownie? Przecież 2/3 zespołu żyło i ma się świetnie… Dlaczego THE DOORS po śmierci Jimma popełnili nietakt i zagrali ponownie (błagam, Ian Astbury z the Cult to nie jest ta liga, mimo iż go bardzo lubię…)?
    Czy gdyby (oby nie) nagle zabrakło Bono, to czy U2 grałoby dalej i CZY NAZYWALI SIĘ U2???
    Dlaczego PANTHERA się nie reaktywowała po tragicznym zabójstwie na koncercie (!!!) gitarzysty Dimebaga Darella (choć w tym czasie grał już w innym zespole…) choć kilku tuzów gitarowych sobie ostrzy zęby na taki pomysł? I tak mogę jeszcze trochę wymieniać (Alice in Chains, pogłoski o STP, Metallica z Lady Gaga etc.)
    Chodzi mi o to, ze QUENN to było czterech gości, którzy grali razem. ZESPÓŁ. W którym był jeden FRONTMAN.
    Można wymienić każdego – używając przewrotnie języka biznesowego „najważniejsi są ludzie” oraz „nie ma ludzie niezastąpionych” – tylko to już będzie inny zespół…
    Byli członkowie oraz Adam Lambert w repertuarze „Queen”. Tak. Ale nie „Queen”…
    Więc dlaczego grają? Dla fanów? Oby! Dla kasy? Wątpię (ale to zawsze jest doby motywator – ale też nie sądzę…). Myślę, że robią to, aby znowu poczuć tę adrenalinę na scenie, te tysiące ludzi przed nimi, pod sceną (a Ty, Monika, pośród nich), którzy znają każde słowo piosenek, każdą frazę, pauze, nutę. Bo to jest jak narkotyk.
    Napisałaś, Monika:
    „(…)Nikt nigdy nie będzie w stanie GO zastąpić. Ale Show must go on…”
    Ja uważam inaczej – zacytuję innego artystę:
    “Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść 
    Niepokonanym 
    Wśród tandety lśniąc jak diament” – Perfect.

    Bez względu na powyższe rozważanie – dobrego odlotu 6 listopada 😉